Jako czterolatek Aleksander spędził sześć tygodni w szpitalu z powodu kolejnej diagnozy. Okazało się, że nasz syn ma również chorobę Kikuchi – Fugimoto. Pierwszemu rzutowi towarzyszyła bardzo wysoka gorączka i bardzo bolesne obrzęki węzłów chłonnych. Po ośmiu tygodniach wszystko ustąpiło. W czasie pobytu w szpitalu badania potwierdziły nawrót infekcji cytomegalowirysem. Kolejny raz podano gancyklowir. Po przeleczeniu tym lekiem na kilka tygodni stan Aleksa bardzo się poprawił, jednak po kilku tygodniach wróciliśmy do stanu wyjściowego.

Nawracające zapalenia gardła, krtani lub oskrzeli każdorazowo kończyły się podaniem antybiotyku, co z kolei zaostrza kandydozę ogólnoustrojową zainspirowały nas do przebadania układu odpornościowego Aleksa. Przez trzy miesiące Aleksander był leczony preparatem TFX. Dzięki tej terapii po raz pierwszy mogliśmy przez 2 tygodnie uczestniczyć w terapii bez przerwy na chorowanie.

Nasze szczęście nie trwało jednak długo. Podawanie TFX-u nie pomogło na długi i skończyło się kolejnym epizodem Kikuchi – Fugimoto.

Zmęczeni ciągłymi infekcjami i pogarszającym się stanem medycznym Aleksa rozpaczliwie szukaliśmy pomocy medycznej również za granicą. To jeden z amerykańskich lekarzy z którym się skontaktowaliśmy zasugerował zbadanie poziomu karnityny i szczegółowe badania poziomu immunoglobulin. Ta inspiracja okazała się być przełomem w leczeniu Aleksa. Badania przeprowadzone w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie potwierdziły, że Aleksander ma kłopoty z jednym i drugim.