Moja  historia - część 3.

No, cóż na tym etapie wydawało mi się, że padaczka to pikuś i da się z nią żyć, ale po kilku tygodniach podawanie leków niepokojące objawy nie ustępowały. Jako dwulatek Aleksander był bardzo dziwnym dzieckiem. Pięknie recytował wierszyki, ale zupełnie nie używał mowy do komunikacji. Nie czuł bólu. Z powodu błędu lekarzy przez 2 dni chodził ze złamaną ręką. Bawił się bardzo schematycznie, nie mówił sam z siebie, godzinami wertował swoje książeczki. Nie reagował na imię i nie patrzył w oczy. Często i dużo skakał wymachując przy tym charakterystycznie rączkami. Niby był z nami, ale właściwie jakby go nie było. Jako mama miałam wrażenie, że zamyka się w swoim świecie i coraz trudniej było mi go stamtąd wyciągnąć. Kiedy miał 2,5 roku psychiatra i poradnia psychologiczno - pedagogiczna potwierdziły kolejną diagnozę – autyzm wczesnodziecięcy. W tym czasie po raz pierwszy Aleksander był leczony Gencyklovirem.

Rozpoczęliśmy zaleconą przez psychiatrę trapię behawioralną. Przez 5 lat Aleksander był podopiecznym Oddziału dla dzieci z autyzmem przy Ośrodku Dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej imienia Tylewicza w Poznaniu. Wiele osób zwracało uwagę na to, że Aleks to dziecko o dużych możliwościach, które ma jednak zbyt dużo innych problemów zdrowotnych, by w pełni korzystać z terapii.

Ciągle szukaliśmy przyczyn nawracających infekcji. Badania potwierdziły kandydozę ogólnoustrojową oraz liczne alergie pokarmowe. Tak zaczęły się nasze eksperymenty z dietami eliminacyjnymi: bezglutenową, bezkazeinową i niskocukrową.

Po trzech miesiącach od wprowadzenia diety wyniki EEG znacząco się poprawiły. Aleksander zaczął odczuwać ból. Stał się również bardziej przytomny, poprawił się kontakt wzrokowy.