Moja historia - część 1

Z pewnością historia naszego syna nie wymyśliliby nawet scenarzyści dr Housa. Chociaż trudno w to uwierzyć, ta historia dzieje naprawdę. Mimo 12 trudnych lat nadal wierzę, że będzie miała szczęśliwy koniec.

Ja, wieczna optymistka, zupełnie nie brałam pod uwagę tego, że nasze dziecko może mieć jakiekolwiek problemy. Ciąża, mimo że planowana, nie obyła się bez komplikacji. W 3 miesiącu odwarstwienie kosmówki, a później postępujące zatrucie ciążowe, które w 36 tygodniu stało się wskazaniem do cięcia cesarskiego w trybie pilnym z powodu zagrożenia mojego życia.

Mimo trudności w ciąży i bardzo trudnego porodu, Aleksander w chwili urodzenia wydawał się być dużym i silnym chłopcem. Mimo chwilowych problemów z oddychaniem dostał 8/10 punktów. Pewnie dlatego przez pierwszych kilka dni lekarze bardziej zajmowali się mną. W tym czasie Aleksander 2 doby przeleżał na oddziale neonatologii i dopiero po kilku dniach lekarze zauważyli, że i on ma kłopoty. Po porodzie jego obwód głowy wynosił 38 cm, a po tygodniu 40 cm. Dodatkowo Aleksander był bardzo ospały i nie miał prawidłowego odruchu ssania. Pojawiała się też silna żółtaczka, która wymagała pilnego leczenia. No cóż działo się, ale daliśmy jakoś radę i po trzech tygodniach wypisano nas do domu. Dostaliśmy jednak zalecenie, żeby jak najszybciej udać się do neurologa. Na pierwszą wizytę do neurologa pojechaliśmy w drodze ze szpitala do domu. Pierwszy neurolog poza uspokajaniem nas, że nie dzieje się nic złego nie wniósł wiele. Czas mijał i nie trzeba było być specjalistą, żeby zauważyć, że Aleks nie rozwijał się tak jak inne dzieci. Zmieniliśmy lekarza. Kolejny neurolog potwierdził konieczność pilnej rehabilitacji. Nieprawidłowe napięcie mięśniowe i przykurcze wskazywały na to, że Aleks idzie w kierunku mózgowego porażenia dziecięcego. Trudności pogłębiał zwiększający się obwód głowy.